NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Dlaczego Facebook dołuje ludzi

Małgorzata jest piękną kobietą z lekką nadwagą. Wykształcona, dobrze ubrana, dobrze zarabiająca. Z ogromnie rozwiniętą samoświadomością i potrzebą nieustannego rozwoju. Jej wysoce rozwinięta umiejętność wglądu w siebie czyni z niej klientkę idealną. Pokusy? Nie ma pokus, skoro lekka nadwaga ma zniknąć. Sport?



- Gosia, ma być w zgodzie z Tobą. Nie lubisz biegać? Nie zmuszaj się. I tak nie będziesz biegać. Znajdź sobie taki rodzaj wysiłku, który sprawi ci przyjemność. Spaceruj, idź na basen, uruchom MelB.

Bardzo proszę ... 5 km biegu deptakiem z Brianem Tracy na słuchawkach. Nie lubi, ale pobiegnie. W imię postępu.

Małgorzata chudnie w oczach. Ona zachwycona, ja też. Aż dzwoni któregoś wieczoru:
- Słuchaj Ania, wszystko jest ok. Ciuchy na mnie wiszą, nie jestem głodna, jem praktycznie co chcę. Biegania dalej nie lubię...wiem, wiem... nie muszę... ale znasz mnie... Jest idealnie. Tylko dlaczego, cholera, jak tylko włączę Facebooka, wszystko blednie?
- Co blednie?
- Wszystko! Ludzie otwierają jakieś firmy, szkolą się, przemawiają. Robią sobie ładne posiłki, którym robią zdjęcia. Teraz robią zdjęcia prezentom i swoim dzieciom. I talerzom na stole. Ale to nic. Najbardziej mnie dołuje jak włączam tego cholernego Facebooka, że zewsząd patrzą na mnie wyrzeźbione laski, które nic innego nie robią tylko ćwiczą, liczą kalorie. Potem ćwiczą, idą na zakupy do eko-sklepu i za idiotyczne pieniądze kupują siaty "zdrowego" jedzenia. Potem pichcą to zdrowe jedzenie, zjadają co 3 godziny (kto ma na to czas?), a potem w rześkich podskokach lecą na siłownię czy inny fitness. Chodakowską już rzygam od dawna. Teraz jakieś oderwane od rzeczywistości Barbie- Bukowskie machają radośnie tyłkami. Wrzucają potem te swoje kaloryfery, a ja mam poczucie, że jest do kitu.

Ale myślę sobie - luz... chudniesz bez wysiłku, bez drakońskiej diety, liczenia kalorii i innych pomysłów, na które nie masz czasu. Jest ok. To potem jakiś Zenek czy Michał wrzuca zaproszenie na swoje wystąpienie czy innego webinara albo ktoś chwali się nową pracą, delegacją, zjazdem integracyjnym. A ja bym zmieniła pracę. I wysyłam CV, bo uważam, że mam dużo do zaoferowania. I potem zadaję sobie pytanie co jest ze mną nie tak? Za stara, za słabe wykształcenie, mała siła przebicia czy brak znajomości? I koniec... już nic mi się nie chce. Jest tylu lepszych ode mnie.

I ja się pytam: dlaczego tak bardzo mam poczucie, że stoję w miejscu?

Małgorzata nie stoi w miejscu. Tak naprawdę pędzi przed siebie i zatrzymuje się tylko w nielicznych momentach. I to są momenty, kiedy zagląda na Facebooka.
O tym, że Facebook uzależnia wiadomo nie od dziś. O tym, że dołuje ludzi, wiadomo od niedawna. Sprawą zajęli się naukowcy. Oczywiście amerykańscy naukowcy. I, o ile jestem daleka od bezrefleksyjnej wiary we wszelkiego rodzaju badania, o tyle z wnioskami owych mogę się zgodzić.

Pomijając wiadomości depresyjnych nastolatków, osamotnionych gospodyń domowych i zmęczonych życiem zawodowych "wypaleńców", portale społecznościowe koloryzują życie ich użytkowników, pokazując ich samych jako szczęśliwszych, lepszych, bardziej energicznych niż ich znajomi. Taki przekaz sprawia, że nasze życie zdaje się mniej ciekawe, szare, czujemy się osamotnieni w naszej codzienności, a temu wszystkiemu towarzyszy nieustanne poczucie niespełnienia, niższe poczucie własnej wartości, spadek motywacji do działania (bo innym i tak wychodzi to lepiej), a w efekcie - naprawdę gorsze życie.
Pierdzielenie takie z tym pięknym życiem. Znamy tych ludzi wszyscy. Niektórzy ciężko pracują, niektórzy po prostu świetnie koloryzują. Czasem my sami fundujemy sobie taki, a nie inny odbiór świata, katując się wyobrażeniem typu "wszędzie dobrze, tam gdzie nas nie ma".

Zaproponowałam Małgorzacie eksperyment. Niech zajmie się życiem w swoim naturalnym trybie. Praca, rozwój, spotkania z przyjaciółmi, przyjemności itd. Jeśli ma ochotę, niech przez te kilka dni każdego wieczoru, zapisuje swoje trzy małe sukcesy, które osiągnęła danego dnia. Niech to będzie cokolwiek, co sprawi, że poczuła się dobrze - pomoc drugiej osobie, dobrze wykonana praca, uwaga poświęcona ukochanej osobie, oparcie się pokusie... Niech robi to wszystko, nie włączając przez kilka dni Facebooka. Po tych kilku dniach niech wyobrazi sobie siebie otoczoną różnymi ludźmi, których zna lepiej lub gorzej. Dosłownie wyobrazi. Czy są od niej wyżsi, niżsi czy może tacy sami. Czy są bardziej czy mniej kolorowi od niej. Kogo widzi wyraźniej - siebie czy ich. Kto się bardziej uśmiecha, a może wszyscy są jednakowo zadowoleni? Niech zapisze swoje wyobrażenia z najmniejszymi szczegółami.

A potem niech spędzi kilka standardowych dni na Facebooku. I znowu pobawi się z wyobraźnią w podobny sposób.

Takie knucie potrafi zaskoczyć...

Małgorzata, jej podświadomość i "no Facebook": było radośnie i kolorowo. Małgorzata była większa i stała bliżej niż otaczający ją ludzie. Była żywym, kolorowym obrazem, uśmiechnięta i "w biegu" (jak sama określiła). Reszta była tłem...fajnym, też lekko kolorowym, nieco zamazanym tłem.

Małgorzata, jej podświadomość i Facebook: Małgorzata jest dużo mniejsza niż ludzie wokół ("ha! przynajmniej tutaj jestem mała!"), nie uśmiecha się, jest bardziej szara. Raczej wygląda jak zdjęcie niż ruchoma postać, podczas gdy wszyscy wokół coś robią, gestykulują, uśmiechają się. Wszyscy, również ona, są bardzo wyraźni. Tylko ona jakaś nijaka.

Coraz częściej spotykam osoby, które portalom społecznościowym mówią "nie", traktując je jako platformę do kontaktów czy wymiany istotnych informacji. Są zmęczeni nierzeczywistym światem, zaproszeniami do gier, coraz trudniej znaleźć im to co naprawdę istotne czy interesujące dla nich samych. Jeśli do tego dołączymy czynnik "wkurwu egzystencjonalnego", Polska po raz kolejny udowodni, że jest specyficzna i nie przyjmuje zachodniego "I'm fine (ale zaraz pójdę sie pociąć)" jako własnego.

Miało być lekko, zrobiło się poważnie. Oczywiście, że wrzucę ten tekst na Facebooka. Nie dlatego, żeby pokazać światu, że taka jestem fajna, pomagam ludziom schudnąć i piszę artykuły. Dlatego, że Małgorzata, Kinga, Adam i sporo innych osób wie o czym mówię.

I na to jest sposób. Rzeczywisty świat.
Trwa ładowanie komentarzy...